12 strzałów przy granicy z Białorusią. Prokuratura nie odpuszcza
Prokuratura zaskarżyła wyrok uniewinniający żołnierza Karola S., który w marcu 2024 roku oddał 12 strzałów z broni służbowej w rejonie granicy polsko-białoruskiej. Sąd pierwszej instancji uznał, że wojskowy wykonywał swoje obowiązki i nie przekroczył przysługujących mu uprawnień. Wyrok nie jest jednak prawomocny.
Apelacja trafiła do sądu wojskowego
Pod koniec maja 2026 roku Wojskowy Sąd Garnizonowy w Lublinie uniewinnił Karola S. od zarzutów przekroczenia uprawnień oraz narażenia innych osób na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Z takim rozstrzygnięciem nie zgodziła się Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która prowadziła postępowanie przeciwko żołnierzowi.
– Apelacja została przyjęta i przekazana do rozpoznania do Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie – poinformował rzecznik prokuratury prok. Piotr Skiba.
Obrońca wojskowego mec. Edyta Skwira uważa, że argumentacja przedstawiona w apelacji jest przede wszystkim polemiką z ustaleniami sądu pierwszej instancji. Termin rozprawy odwoławczej nie został jeszcze wyznaczony.
Sąd: żołnierz wykonywał swoje obowiązki
W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Radosław Hunek podkreślił, że sąd nie dopatrzył się w zachowaniu oskarżonego przekroczenia uprawnień.
– Żołnierz wykonywał swoje zadanie zgodnie z obowiązkami – stwierdził sędzia.
Sąd wskazał, że żołnierze mają obowiązek obrony granic państwa, a w określonych sytuacjach mogą korzystać ze środków przymusu bezpośredniego oraz broni. Uprawnienia przysługujące wojskowym skierowanym do pomocy Straży Granicznej nie wyłączają ich prawa do użycia broni wynikającego z przepisów dotyczących Sił Zbrojnych.
Według sądu strzały oddane przez Karola S. nie były wymierzone bezpośrednio w migrantów, funkcjonariuszy Straży Granicznej ani innych żołnierzy.
Istotne dla rozstrzygnięcia miały być również zeznania osób uznanych formalnie za pokrzywdzone. Funkcjonariusze i wojskowi przekonywali, że nie czuli się zagrożeni zachowaniem oskarżonego i nie domagali się jego ścigania.
Migranci rozgięli stalową zaporę
Do zdarzenia doszło 25 marca 2024 roku w rejonie Dubicz Cerkiewnych. Grupa migrantów miała za pomocą samochodowego podnośnika rozgiąć elementy stalowej bariery i przedostać się na polską stronę granicy.
Migranci nieśli ze sobą drabiny, które prawdopodobnie miały im pomóc w pokonaniu kolejnego zabezpieczenia, czyli zwojów drutu ostrzowego.
Według aktu oskarżenia Karol S. znajdował się wówczas w odległości od około 210 do 164 metrów od grupy. Prokuratura ustaliła, że podczas biegu kilkukrotnie przyjmował postawę strzelecką i oddał łącznie 12 strzałów wzdłuż drogi granicznej.
Na drodze znajdowali się wówczas migranci, funkcjonariusze Straży Granicznej oraz inni żołnierze.
Trzy pociski miały rykoszetować
Śledczy twierdzą, że trzy z wystrzelonych pocisków rykoszetowały po uderzeniu w betonowy słup, ziemię oraz elementy zabezpieczeń granicznych. Pozostałych dziewięć miało przelecieć w pobliżu grupy znajdującej się na drodze.
Biegły z zakresu balistyki ocenił, że pociski, które nie rykoszetowały, zachowały energię mogącą doprowadzić do zranienia, a nawet śmierci człowieka – zależnie od miejsca ewentualnego trafienia.
W tym samym czasie migranci wycofywali się w stronę Białorusi. Mieli rzucać w kierunku polskich służb kamieniami i gałęziami. Funkcjonariusze oraz żołnierze odpowiadali, używając gazu łzawiącego.
Żołnierz mówił o strzałach alarmowych
Karol S. nie przyznał się do winy. Wyjaśniał, że najpierw wezwał migrantów do zatrzymania się, a następnie ostrzegł ich, że może użyć broni.
Według jego relacji strzały zostały oddane pod niewielkim kątem w powietrze i w kierunku, który uważał za bezpieczny. Miały mieć charakter ostrzegawczy oraz zaalarmować żołnierzy znajdujących się na sąsiednich posterunkach.
W chwili zdarzenia oskarżony służył w 1 Warszawskiej Brygadzie Pancernej, w Batalionie Zmechanizowanym w Białej Podlaskiej. Nie był wcześniej karany.
Sprawa żołnierza jeszcze się nie zakończyła
Uniewinnienie Karola S. pozostaje nieprawomocne. Sprawą zajmie się teraz Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie, który rozpatrzy argumenty przedstawione przez prokuraturę.
Do czasu wydania prawomocnego rozstrzygnięcia żołnierz pozostaje osobą niewinną. Data posiedzenia sądu odwoławczego nie została jeszcze podana.
