Meta zmienia zapis o pobieraniu treści ze stron. Eksperci nadal kwestionują zakres zgody
Znak i nazwa Meta Platforms. Ilustracja marki z pliku datowanego na 4 listopada 2021 roku. (Ilustracja poglądowa.)
Meta poprawiła projekt warunków handlowych po krytyce zapisów dotyczących automatycznego pobierania treści z witryn powiązanych z kontami biznesowymi. Jak podały 17 października 2026 roku Nieman Lab i The Verge, usunięto bezpośrednią wzmiankę o trenowaniu produktów. Eksperci pytani przez Nieman Lab uważają jednak, że pozostałe sformułowania nadal pozostawiają firmie szerokie możliwości interpretacji.
Co zmieniono w projekcie
Według Nieman Lab korekta pojawiła się w piątek 16 października. Wcześniejszy tekst odnosił możliwe zastosowania pobranych materiałów do ogółu produktów Mety. Nowa wersja zawęża opis do produktów reklamowych i biznesowych, a z listy celów wykorzystania danych znika słowo oznaczające trenowanie. Planowana data wejścia warunków w życie to nadal 30 października.
Rzecznik Daniel Roberts przekazał The Verge, że firma porządkuje zasady dotyczące reklam i usług biznesowych, a nie zmienia sposobu działania swoich robotów internetowych. Meta zapewnia również, że właściciele treści mogą wskazywać preferencje w pliku robots.txt i że nowe zapisy nie mają przyznawać jej uprawnień nadrzędnych wobec tych wskazówek. To stanowisko firmy dotyczące znaczenia regulaminu i praktyki jego stosowania.
Dlaczego spór się nie zakończył
Prawnik Matt Topic, cytowany w nowym materiale Nieman Lab, wskazuje, że rozwijanie produktu biznesowego może obejmować także trenowanie AI. James Grimmelmann z Cornell zwraca uwagę na szerokie określenie stron związanych z produktami lub usługami posiadacza konta. W ocenie rozmówców redakcji samo wykreślenie jednego słowa nie usuwa wszystkich wcześniejszych wątpliwości.
Nieman Lab zauważa ponadto, że zapewnienie o respektowaniu robots.txt nie zostało wprost dopisane do omawianego fragmentu warunków.
Chodzi także o treści poza platformami
Pierwszy materiał Nieman Lab w tej sprawie ukazał się 15 października. Redakcja opisała w nim, że proponowane uprawnienia dotyczą witryn związanych z kontami biznesowymi, a nie wyłącznie postów zamieszczanych na Facebooku czy Instagramie. Konta tego rodzaju służą między innymi do zarządzania stronami, reklamami i komunikacją z odbiorcami. Z tego powodu zmiana zainteresowała wydawców utrzymujących własne serwisy internetowe.
Jednym z rozmówców był Stephen Beale, prowadzący The Steampunk Explorer. Wyjaśniał, że jego społeczność mocno korzysta z Facebooka, więc rezygnacja z platformy oznaczałaby problem w utrzymaniu kontaktu z czytelnikami. To konkretny przykład dylematu opisanego przez redakcję: korzystanie z narzędzi dystrybucji i zgoda na pobieranie materiałów z osobnej strony mogą zostać powiązane w jednym zestawie warunków.
W pierwotnym materiale eksperci podkreślali także niepewność co do tego, jak podobne zapisy oceniłby sąd. Nie była to informacja o wydanym wyroku ani dowód, że wszystkie wskazane możliwości zostały już wykorzystane. Najnowsza korekta zmienia tekst projektu, lecz sama nie rozstrzyga sporu o jego skutki.
Wydawcy domagają się interwencji
Amerykańska News/Media Alliance zareagowała 16 października. Jej prezeska Danielle Coffey zakwestionowała uzależnianie dostępu firm do odbiorców od tak szeroko opisanej zgody na pobieranie treści. Organizacja wskazała, że obawy mogą dotyczyć również autorów muzyki i właścicieli bibliotek zdjęć, jeśli prowadzą konta biznesowe oraz własne witryny.
To stanowisko organizacji reprezentującej wydawców, a nie stwierdzenie sądu o bezprawności regulaminu. Oświadczenie odnosiło się do wcześniejszego brzmienia projektu.
