To nie geny. Co trzecie dziecko z nadwagą, prawie połowa z wysokim cholesterolem
Instytut Matki i Dziecka zwraca uwagę na zestaw liczb, które – z perspektywy zdrowia publicznego – powinny brzmieć jak syrena alarmowa. W grupie dzieci w wieku wczesnoszkolnym nadwaga lub otyłość dotyczą już około jednej trzeciej badanych, a jednocześnie u niemal połowy stwierdzono podwyższony poziom cholesterolu całkowitego. Do tego dochodzą nieprawidłowe trójglicerydy u ponad jednej trzeciej dzieci.
To ważne, bo w debacie o zdrowiu dzieci wciąż zbyt łatwo uciekamy w wygodne wytłumaczenia: „taka uroda”, „geny”, „każdy w rodzinie miał brzuch”. Tymczasem w danych przywoływanych przez IMiD potencjalnie chorobotwórcze warianty genów wykryto tylko u niewielkiej części dzieci z nadmierną masą ciała.
Cholesterol u dziecka to nie problem dorosłych
Podwyższony cholesterol w wieku ośmiu lat nie oznacza, że dziecko „ma miażdżycę jak dziadek”. Oznacza jednak, że organizm już teraz dostaje sygnały przeciążenia: dietą, brakiem ruchu, nadmiarem energii i zaburzoną higieną dobową. Jeśli do tego dołożymy fakt, że w tej samej grupie rośnie odsetek nadwagi i otyłości, otrzymujemy mieszankę ryzyka, która może procentować latami – od gorszej kondycji i gorszego samopoczucia, po większe prawdopodobieństwo problemów metabolicznych w przyszłości.
W praktyce to również ostrzeżenie dla systemu: jeśli już na starcie edukacji szkolnej wiele dzieci ma wyniki biochemiczne typowe dla dorosłych chorób cywilizacyjnych, to znaczy, że środowisko, w którym dorastają, premiuje złe wybory. I często nie chodzi o pojedynczą złą dietę, tylko o całą układankę: jedzenie, sen, ruch, stres, ekran.
To nie tylko geny
IMiD podkreśla, że genetyka tłumaczy jedynie niewielki odsetek przypadków, a dominującą rolę odgrywa styl życia. Tyle że styl życia w przypadku dziecka nie jest jego autonomiczną decyzją. To suma warunków, które tworzą dorośli i instytucje: szkoła, samorząd, system żywienia, marketing, oferta zajęć, bezpieczeństwo drogi do szkoły, a nawet to, czy w okolicy da się sensownie pobiegać bez lawirowania między autami.
Dlatego rozmowa o wynikach IMiD nie powinna kończyć się na moralizowaniu („rodzice powinni…”), tylko na pytaniu: jak państwo i lokalne wspólnoty mogą ułatwić zdrowe wybory, a utrudnić te najgorsze? Bo dziś bywa odwrotnie: szybkie jedzenie i słodkie przekąski są pod ręką, a ruch trzeba sobie zorganizować jak projekt logistyczny.
Skąd bierze się ten trend
W tle zwykle działa kilka mechanizmów naraz. Dzieci jedzą bardziej przetworzoną żywność niż kiedyś, częściej dopijają kalorie w słodzonych napojach i częściej podjadają między posiłkami. Równolegle spada spontaniczna aktywność: mniej chodzenia, więcej podwożenia, więcej siedzenia – w szkole i po szkole. Do tego dochodzi sen, który bywa skracany przez ekran i przebodźcowanie. A gdy niedosypiamy, łatwiej o rozchwiane łaknienie i gorszą regulację dobową.
